W drodze na Everest

Michał Leksiński – szczecinianin z pochodzenia, znany i doświadczony podróżnik oraz himalaista wyruszył po swoją kolejną zdobycz na drodze na Korony Ziemi. Tym razem to najwyższa góra świata, czyli Mount Everest. Jego wyprawa ruszyła na początku kwietnia. Najprawdopodobniej do ataku na szczyt dojdzie w drugiej połowie maja. Dla mnie Everest jest jednym z etapów, choć już właściwie przedostatnim, na drodze zdobycia Korony Ziemi, najwyższy szczytów wszystkich kontynentów. To po prostu ósma z dziewięciu gór, które chcę zdobyć, aby osiągnąć ten cel – mówił Leksiński w rozmowie z Magazynem Prestiż Szczecin.

Mount Everest jest najwyższą górą na Ziemi i wielu chce ją zdobyć. Na tej drodze jest wiele przeszkód m.in. potrzebne jest formalne pozwolenie od rządu nepalskiego. W zeszłym sezonie wydano ich ok. 400. Podstawowy koszt wyprawy to 150-200 tysięcy złotych.

Na początku kwietnia przybywamy do Nepalu. Kolejnym etapem jest trekking do bazy pod Everestem na wysokości 5.300 metrów. Dotarcie do niej trwa około 12-14 dni. Z kilkoma dniami przerwy, żeby organizm się przyzwyczaił. Potem następuje pierwsza rotacja aklimatyzacyjna, czyli wyjście na wysokość w okolicach 6 tys. metrów. W tym momencie najczęściej realizowaną strategią jest zdobywanie okolicznych sześciotysięczników. Dzięki temu organizm się przyzwyczaja do nieco większej wysokości. Odbywamy także tzw. trening lodowy. Następnie schodzimy do bazy i odpoczywamy. Potem wchodzimy na właściwą drogę na Everest. Docieramy do obozu pierwszego na wysokości 5900 metrów, a potem do obozu drugiego w okolicach 6500 metrów. Natomiast prawdopodobnie wybierzemy się jeszcze w okolice siedmiu tysięcy metrów na takie dodatkowe wyjście aklimatyzacyjne. Po nim schodzi się całkowicie na dół, do bazy. Wtedy zaczyna się czekanie na tzw. okno pogodowe – okoliczności, które temperaturowo oraz przede wszystkim braku wiatru, pozwalają zdobywać wierzchołek Everestu – tłumaczy Leksiński.

Atak szczytowy nastąpi najprawdopodobniej w okolicach połowy maja. Potrwa kilka dni.

W pierwszym dniu docieramy do obozu drugiego. W drugi dzień do obozu trzeciego, w trzeci do obozu czwartego na wysokości 8000 metrów na Przełęczy Południowej. Czwartego dnia następuje atak na szczyt i powrót na wspomnianą przełęcz. Piątego dnia schodzimy do obozu niższego. Szóstego schodzimy jeszcze niżej a siódmego docieramy do bazy. Na przełomie maja i czerwca planujemy powrót do kraju – opowiada himalaista i podróżnik.

Kolejne etapy to zdobycie w tym roku Dachu Świata, a w 2026 roku Dachu Ameryki Północnej.

To byłaby klamra spinająca pewien okres w moim życiu – niemal równe 10 lat od kiedy zdobywam szczyty Korony Ziemi – dodaje Michał Leksiński.

Prestiż  
Kwiecień 2025