W drodze na Everest
Mount Everest jest najwyższą górą na Ziemi i wielu chce ją zdobyć. Na tej drodze jest wiele przeszkód m.in. potrzebne jest formalne pozwolenie od rządu nepalskiego. W zeszłym sezonie wydano ich ok. 400. Podstawowy koszt wyprawy to 150-200 tysięcy złotych.
Na początku kwietnia przybywamy do Nepalu. Kolejnym etapem jest trekking do bazy pod Everestem na wysokości 5.300 metrów. Dotarcie do niej trwa około 12-14 dni. Z kilkoma dniami przerwy, żeby organizm się przyzwyczaił. Potem następuje pierwsza rotacja aklimatyzacyjna, czyli wyjście na wysokość w okolicach 6 tys. metrów. W tym momencie najczęściej realizowaną strategią jest zdobywanie okolicznych sześciotysięczników. Dzięki temu organizm się przyzwyczaja do nieco większej wysokości. Odbywamy także tzw. trening lodowy. Następnie schodzimy do bazy i odpoczywamy. Potem wchodzimy na właściwą drogę na Everest. Docieramy do obozu pierwszego na wysokości 5900 metrów, a potem do obozu drugiego w okolicach 6500 metrów. Natomiast prawdopodobnie wybierzemy się jeszcze w okolice siedmiu tysięcy metrów na takie dodatkowe wyjście aklimatyzacyjne. Po nim schodzi się całkowicie na dół, do bazy. Wtedy zaczyna się czekanie na tzw. okno pogodowe – okoliczności, które temperaturowo oraz przede wszystkim braku wiatru, pozwalają zdobywać wierzchołek Everestu – tłumaczy Leksiński.
Atak szczytowy nastąpi najprawdopodobniej w okolicach połowy maja. Potrwa kilka dni.
W pierwszym dniu docieramy do obozu drugiego. W drugi dzień do obozu trzeciego, w trzeci do obozu czwartego na wysokości 8000 metrów na Przełęczy Południowej. Czwartego dnia następuje atak na szczyt i powrót na wspomnianą przełęcz. Piątego dnia schodzimy do obozu niższego. Szóstego schodzimy jeszcze niżej a siódmego docieramy do bazy. Na przełomie maja i czerwca planujemy powrót do kraju – opowiada himalaista i podróżnik.
Kolejne etapy to zdobycie w tym roku Dachu Świata, a w 2026 roku Dachu Ameryki Północnej.
To byłaby klamra spinająca pewien okres w moim życiu – niemal równe 10 lat od kiedy zdobywam szczyty Korony Ziemi – dodaje Michał Leksiński.




